Podhalańskie gaździny, mając do dyspozycji głównie kapustę i ziemniaki (nazywane grulami), mąkę jęczmienną (jarcaną), owsianą lub kukurydzianą, potrafią wyczarować z nich kulinarne cudeńka. Przed bacami, gazdami i przyjezdnymi ceprami na talerzach pojawiają się kluski, np. scykane gałuski ze spyrkom i cebulom, bukty lub kluski grulane. Oszczędne gospodynie chleb zastępowały moskolem (plackiem – podpłomykiem, którego recepturę przywieźli ze sobą… rosyjscy jeńcy wojenni podczas pierwszej wojny światowej!), pieczonym na blasze. Zmęczonym wypasem owiec bacom i trudnymi wyprawami turystom sił dodaje popularna kwaśnica, zupa gotowana z kiszonej kapusty, żeberek wędzonych i słoniny i boczku lub rosół, podawany tutaj nie z makaronem, ale… ziemniakami! Z mięs na stołach gości przede wszystkim baranina (np. kotlet barani z oscypkiem, szaszłyk lub udziec barani). Specjalnością Podhala wciąż pozostają jednak sery owcze, których sekrety wyrobu są przekazywane w góralskich rodzinach z pokolenia na pokolenie. Z owczego twarogu (bundzu), powstaje nie tylko orzeźwiająca żętyca (skwaśniała serwatka, podawana do ziemniaków), ale także oscypek (wkładanych do ozdobnych form, moczony w osolonej, zimnej wodzie i wędzony). A na deser? Skuście się na hrubą babę, czyli słodką babę ziemniaczano-drożdżową, kramarz (placek z ciasta na miodzie przekładany kremem) lub podhalański kołacz. Humor oprawi wam góralska herbatka „z prądem”, wzmacniana… śliwowicą.
|